Zapytajmy na początek co widać na Wenus, która królowała na zachodnim, wieczornym niebie przez pierwsze miesiące tego roku. Trzeba powiedzieć uczciwie: nazwa planety nie jest przypadkowa. Jej pojawienie się nad horyzontem powoduje przypływ adrenaliny nawet u wytrawnego, doświadczonego obserwatora. Trudno oprzeć się temu niezwykłemu zjawisku i trudno nie robić sobie wielkich nadziei związanych z obserwacją planety z użyciem dobrej jakości teleskopu – niezależnie od tego ile razy oglądało się już tę piękność. Co takiego niezwykłego jest w Wenus i co właściwie można na niej zaobserwować?

Wenus - marzec-kwiecień 2020
Zmiana fazy i rozmiarów tarczy Wenus w marcu i kwietniu 2020. SW 120ED + Datyson TTX 650

Jak wiemy Wenus otoczona jest bardzo gęstą atmosferą z dwutlenku węgla z niewielką domieszką azotu. Powierzchnia planety spowita jest dodatkowo grubą warstwą chmur złożonych głównie z dwutlenku siarki i kropelek kwasu siarkowego. Chmury te nie tylko blokują dostęp światła do powierzchni planety, do której dociera zaledwie 1 procent promieniowania widzialnego Słońca, ale praktycznie całkowicie przesłaniają powierzchnię, uniemożliwiając jej obserwację w paśmie widzialnym. Ich niezwykle jasna barwa i zdolność odbijania ponad połowy docierającego do nich światła (Wenus ma najwyższe w Układzie Słonecznym albedo wynoszące 0,69!) powoduje, że planeta świeci niezwykle silnym blaskiem. A może w tym świetle jesteśmy w stanie dojrzeć przynajmniej jakieś szczegóły warstwy chmur?

Kto z nas nie zna zdjęć Wenus wykonanych z sond kosmicznych, na których widać efektowne struktury chmur otaczających planetę! Wydaje się, że jest ona stosunkowo delikatna i nawet nieco ażurowa. Fotografie te wyglądają na realistyczne ponieważ często są kolorowe co sugeruje, że zostały wykonane w świetle widzialnym:

Wenus - Mariner 10
Przetworzone niedawno obrazy uzyskane pierwotnie w 1974 r. w trakcie misji Mariner 10. Żaden z nich nie jest prawdziwym widokiem planety w świetle widzialnym – otrzymano je dzięki kombinacji filtrów pomarańczowego i ultrafioletowego. Delikatne ślady pomarańczowych struktur są jednak rzeczywiście widoczne w świetle widzialnym – odpowiada za nie nieznana substancja pochłaniająca promieniowanie w niebieskiej i ultrafioletowej części widma. Źródło: NASA

Prawda jest jednak taka, że są to wszystko zdjęcia uzyskane w ultrafiolecie lub kompilacje zdjęć z zakresu widzialnego i UV. W rzeczywistości gruba opona chmur okrążających planetę w czasie 4,5 (ziemskiego) dnia jest w świetle widzialnym niemal jednolita, nie ujawniając żadnej zdecydowanej struktury, którą można by próbować dostrzec z Ziemi. Warto zaznaczyć, że fotograficzne obserwacje układu chmur z wykorzystaniem filtrów UV można z powodzeniem prowadzić także z Ziemi – również typowo amatorskim sprzętem.

VENUS 2020-05-09
9 maja był ostatnim dniem obserwacji Wenus nad zachodnim horyzontem, kiedy udało mi się wykonać dobrej jakości zdjęcie. Później planeta zbliżyła się do Słońca na tyle mocno, że niska wysokość nad horyzontem zaczęła gwałtownie pogarszać warunki obserwacyjne. SW 120ED + Datyson TTX 650

Wiem, że mimo wszystko wielu obserwatorów nie daje za wygraną, wierząc w możliwość wizualnego zaobserwowania struktur chmur na Wenus, a nawet donosząc o zaobserwowaniu takich struktur.

Trudno mi te doniesienia oceniać – bardzo chciałbym, aby były prawdziwe. Z drugiej strony wiem jakie figle potrafi płatać wyobraźnia. Mogę jedynie mówić za siebie. Co do mnie – jedyny fenomen jaki zaobserwowałem należy właśnie do kategorii złudzeń. Cień na sierpie Wenus ma dziwną właściwość, układając się w okolicach biegunów w sposób, który powoduje wrażenie nienaturalnego załamywania się linii terminatora. Widać to wyraźnie w pełnym blasku, w okularze teleskopu, ale jeśli zmrużycie oczy, zobaczycie ten efekt choćby na poniższym zdjęciu wykonanym 4 maja:

VENUS 2020-05-04d
Wenus, 4 maja 2020. SW 120ED + Datyson TTX 650

Efekt ten można schematycznie przedstawić w ten sposób:

Wenus - cień

Skąd zatem te emocje i nadzieje miłośników obserwacji planetarnych? Nie od dziś wiadomo, że skuteczne uwodzenie nie może się obyć bez rozpalania wyobraźni poprzez umiejętne ukrywanie wdzięków. Być może w tym właśnie tkwi urok tej planety?

A co słychać na Wenus?

Cóż – nikt dotąd tego nie sprawdził. Można się spodziewać, że sposób rozchodzenia się dźwięku w tak gęstej atmosferze daje efekt pośredni między tym co znamy z własnego doświadczenia, a sposobem rozchodzenia się fal dźwiękowych w wodzie. Na Wenus słychać najpewniej odgłosy wyładowań atmosferycznych. Jednak pierwszą planetą na której pojawią się ziemskie mikrofony będzie Mars – a to dzięki wyposażonemu w mikrofony łazikowi Perseverance, zmierzającemu właśnie ku powierzchni Czerwonej Planety.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *