Legendę, jaką owiane są wysokiej klasy vintage’owe japońskie refraktory z lat 60-tych i 70-tych przyćmiewa nieco fakt, że ich producenci starali się nie tracić z pola widzenia także popularnego rynku zbytu na Zachodzie. Japońskie firmy produkujące prestiżowy sprzęt nie stroniły od sprzedaży swoich produktów również masowymi kanałami. Uzyskiwały do nich dostęp dzięki współpracy z gigantami sprzedaży wysyłkowej takimi jak Neckermann czy Quelle. Tą drogą na rynek trafiało sporo japońskiego sprzętu przeznaczonego dla szerokiego grona odbiorców. Sygnowano go markami własnymi domów wysyłkowych.

Podobne dylematy producentów markowego sprzętu wysokiej klasy obserwujemy w wielu dziedzinach. Choćby producenci gitar… Aby nie utracić wpływów z masowego rynku Gibson kupił markę Epiphone i pod nią oferuje tanie kopie własnych, markowych modeli. Podobnie postępuje Fender, który wykorzystał do tego celu własną markę Squier…

To zamieszanie sprawia, że trudno dzisiaj oceniać jakość takich starych instrumentów astronomicznych tylko na podstawie marki. Zdarzało się, że np. Vixen oferował w sieciach handlowych swój markowy produkt pod marką Tasco, a różnił się on jedynie logotypem. W większości wypadków do sprzedaży trafiały jednak instrumenty produkowane specjalnie na masowy rynek. O ich szlachetnym pochodzeniu świadczyły jedynie napisy „Japan” na akcesoriach, słynna naklejka „PASSED Japan Telescopes Inspection Institute” oraz oznaczenie producenta składające się zazwyczaj z pierwszej litery nazwy umieszczonej w małym okręgu na tabliczce znamionowej (np. „T” od „Towa”).

Refraktor 60/700 – gwiazda „średniej półki”

Kiedy napotkałem na jednym z portali ogłoszeniowych ofertę sprzedaży mocno zrujnowanego refraktora Viking o pięknym vintage’owym kolorze tubusa nie miałem jednak wątpliwości, że chodzi o sprzęt z typowo popularnej, masowej półki. Ten typ teleskopu 60/700 na montażu azymutalnym królował na niej przez całe lata 70-te, występując pod najróżniejszymi markami – m.in. Apollo, Bushnell Sky Chief, Monolux, Prinz Astral, Spectrum, Tasco. Wersja pod marką Viking jest jednak niezwykle rzadka – właściwie nie ma po niej śladu Internecie. Niezmienną cechą wszystkich tych wcieleń różniących się detalami, akcesoriami i zapewne obiektywami był charakterystyczny drewniany statyw z metalową tacką na akcesoria oraz widłowy montaż AZ. Teleskop tego typu „wystąpił” nawet w słynnym filmie Łowca Jeleni Michaela Cimino z 1978 roku:

Łowca Jeleni - teleskop
Łowca Jeleni - teleskop
Łowca Jeleni, 1978. Jak wiadomo teleskop astronomiczny daje obraz odwrócony. Co powinien zrobić myśliwy po kilku piwach, który chciałby użyć go do obserwacji jeleni? Oczywiście – odwrócić tubus do góry nogami! 😉

Nie było również wątpliwości, że względu na stan zachowania, teleskop ten ma mizerne szanse na znalezienie nabywcy. Fotografie obrazujące stan optyki jakie otrzymałem od właściciela potwierdziły najgorsze: stan pacjenta jest krytyczny, najwyższy czas by zawezwać AstroSOR!

Viking - optyka
Viking - optyka
Viking - optyka
Viking - optyka

„Unboxing” refraktora potwierdził moje obawy. Optyka była brudna podobnie jak cały sprzęt, prawdopodobnie także zagrzybiona, zaś niektóre części pogięte lub popękane.

Refraktor Viking 60/700
Viking - optyka
Refraktor Viking 60/700
Refraktor Viking 60/700
Wyciąg okularowy
Refraktor Viking 60/700 mm - renowacja

A zatem – na stół z delikwentem!

Sprzęt został rozebrany do ostatniej śrubki, oczyszczony wraz z optyką i zdezynfekowany. Smary w montażu i wyciągu okularowym wymienione, to co można było wyprostować zostało wyprostowane. Drewno statywu zostało dokładnie wyczyszczone i pokryte warstwą wosku Antiquaire (Starwax), który nakładam z powodzeniem na stare statywy nawet bez usuwania warstwy lakierniczej (w przeciwieństwie do oleju, który nie nadaje się do stosowania na powierzchnie lakierowane). Przez chwilę zastanawiałem się czy nie wymienić warstwy lakierniczej na tubusie na nową – ta oryginalna posiada bowiem trochę niewielkich ubytków. Uznałem jednak, że wyjątkowo „fachowy” kolor z epoki zasługuje na pozostawienie lakieru w oryginale, ograniczając się do wypolerowania go pastą Tempo.

Refraktor Viking - renowacja

Nie zdołałem odratować kątówki, natomiast wyglądający beznadziejnie okular i soczewkę Barlowa udało się doczyścić znakomicie. W trakcie tej zabawy ukruszyłem niestety kawałek soczewki ocznej okularu. Szkoda, bo jest to zaskakująco dobrej jakości Kellner 18 mm, rzadko spotykany w tym typie teleskopu, który wyposażany był zazwyczaj w najtańsze okulary Hygensa. Na szczęście wypadek dotyczy krawędzi soczewki i nie wpłynął praktycznie na obraz. Cóż – na tym polega właśnie cała zabawa w ratowanie optyki. Jeden fałszywy ruch – i można sobie popsuć humor na najbliższy tydzień albo dwa…

Na szczęście efekt końcowy zrekompensował z nawiązką ten przykry incydent. Mówiąc szczerze, gdy złożyłem wszystko dokręcając wspomnianą wcześniej ostatnią śrubkę, stanąłem jak wryty. Efekt przerósł moje oczekiwania. Delikatny błękit tubusa w zestawieniu z czarnymi i chromowanymi detalami oraz intensywnym kolorem drewna statywu prezentowały się… Szukam właściwego określenia, ale „zniewalająco” będzie chyba na miejscu. Filigranowe detale, delikatny szukacz, nieporadne liternictwo „Viking” zdradzające, że mamy do czynienia ze sprzętem naprawdę starym, prawdopodobnie z początków lat 70-tych, robiły piorunujące wrażenie.

Refraktor Viking 60/700 mm po renowacji
Refraktor Viking 60/700 mm po renowacji
Refraktor Viking 60/700 mm po renowacji
Refraktor Viking 60/700 mm po renowacji
Refraktor Viking 60/700 mm po renowacji
Refraktor Viking 60/700 mm po renowacji
Refraktor Viking 60/700 mm po renowacji

Kiedy chwilę później obok przechodziła moja żona, rzucając od niechcenia pytanie „ale chyba zamierzasz to sprzedać?” dyplomatycznie nie podjąłem tematu. Odwaliłem przecież kawał dobrej roboty i miałem pełne prawo być zmęczonym!

Refraktor Viking 60/700 mm po renowacji

Podsumowanie: użyte narzędzia i materiały

  1. Optyka: gruszka, miękki pędzelek, izopropanol, waciki kosmetyczne, mikrofibra – po usunięciu luźnych nawarstwień za pomocą gruszki i pędzelka delikatne przeciąganie wacikami nasączonymi izopropanolem (jeden wacik – jedno pociągnięcie), usunięcie pozostałości mikrofibrą
  2. Elementy chromowane: doczyszczenie ze smarów za pomocą WD-40 i zwykłego oleju roślinnego, polerowanie i zabezpieczenie powierzchni środkiem Starwax Aluminium – inox, chrom.
  3. Pozostałe elementy metalowe – doczyszczenie szczotką, ew. doczyszczenie ze smarów, usunięcie nalotów i patyny za pomocą drobnej waty stalowej o gradacji 000
  4. Elementy lakierowane – po doczyszczeniu mydłem polerowanie pastą samochodową Tempo.
  5. Smarowanie – użyłem po prostu jedynego smaru jaki udało mi się kupić na szybko, przystosowanego do -30 stopni – czyli smaru grafitowego CX-80, który zastosowałem zarówno do elementów montażu jak i wyciągu. Pewnie niefachowo, bo należało użyć dwóch różnych ? Wymiana tego w razie czego jest jednak prosta.
  6. Drewno: punktowanie ubytków w warstwie lakieru za pomocą tempery (ta farba jest łatwa w aplikacji bo wodorozcieńczalna, jednak po zaschnięciu nie zmywa się już wodą), a następnie woskowanie i polerowanie środkiem Starwax Antiquaire w kolorze naturalnym. Tutaj mała uwaga: wbrew temu co może się wydawać ze zdjęć, kolor statywu nie jest pięknym kolorem pożółkłego drewna. To lakier – wprawdzie lekko laserunkowy (prześwitujący), ale jednak chromowo-pomarańczowy lakier. Zabieg o tyle niezrozumiały, że do wykonania statywu użyto dobrej jakości drewna dębowego, więc nie wiem po co było je „upiększać”. Wyjaśnieniem jest zapewne fakt, że egzemplarze z tubusem lakierowanym na biało miały statywy malowane na ciemny brąz, więc taka była już „linia technologiczna” i tutaj ktoś ustalił po prostu inny kolor malowania. W wypadku drewna pokrytego lakierem, zamiast olejowania należy zastosować woskowanie – ważne jest też żeby ubytki uzupełnić temperą przed woskowaniem, bo potem farba nie będzie się już trzymać natłuszczonej powierzchni. Zdarzało mi się wprawdzie odświeżać z bardzo dobrym skutkiem stare statywy zabezpieczone pierwotnie lakierem bezbarwnym przy pomocy olejowania, jednak jeśli lakier jest nawet częściowo kryjący, należy zastosować wosk.

A oprócz tego śrubokręty, śrubokręciki, nożyki, stare karty kredytowe (zamiast drapania paznokciem), kawa i dużo wiary w siebie – tego ostatniego wszystkim życzę. Cieszę się, że udało się uchronić ten piękny instrument prze niechybną zagładą w śmietniku. Taka perspektywa była oczywista w sytuacji, gdy praktycznie nowy, współczesny refraktor „marketowy” 60/700 można kupić za kilkadziesiąt złotych…

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *